Pozostając w Nim

„Ja jestem krzewem winnym, a wy latoroślami. Kto POZOSTAJE we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi wiele owocu. Beze Mnie nic nie możecie uczynić” J 15,5 BP.

Bóg nie chce, abyśmy żyli jak na kolejce górskiej (ang. roller coaster). Chce On doprowadzić nas do stabilnego miejsca, abyśmy mogli pozostać silnymi w Nim. Słowo „POZOSTAĆ” oznacza: „być stałym, niewzruszonym, niepodatnym na okoliczności”. Innymi słowy, zawsze zależni, zawsze słuchający i żyjący w przenikliwej świadomości Bożej osobistej obecności w każdym czasie i w każdym miejscu.

Bardzo dobrze ilustruje to Elizeusz. Kiedy plany wojenne króla Syrii z Izraelem zostały ujawnione, został on poinformowany, że to Elizeusz ostrzegł króla Izraelskiego o jego planach. Dlatego król Syrii zaplanował pojmanie Elizeusza.

Następnie, pewnego poranku, sługa Elizeusza wstał wcześnie i odkrył, że „Syryjczycy otoczyli miasto końmi, powozami i wielką armią.” Zdając sobie sprawę, że chodzi o jego głowę, przestraszony obudził Elizeusza i zapytał: „Co zrobimy?”

Elizeusz odparł: „Nie bój się, bo więcej jest tych, którzy są z nami, niż tych, którzy są z nimi” (2Król. 6,11-17 BW).

Nie, nie jesteśmy Elizeuszem! Ale Bóg „nie ma względu na osobę”. Nasz Pan zrobi dla nas to, co uczynił dla Swojego proroka. Elizeusz „POZOSTAŁ” w Nim! Nigdy nie pozwolił, aby jego uwaga skupiła się na próbie, trudności czy nierównych szansach, jakie miał. WIEDZIAŁ, że nie był w tej bitwie osamotniony. UFAŁ Bogu niebios i zwrócił się do Boga po ratunek.

Czy to opisuje ciebie? Kiedy myślisz o swoich okolicznościach, to czy widzisz tylko wrogie armie, konie i wozy? Czy też toczysz bój wiary i ufasz, że Bóg w tym momencie przewyższa twojego wroga? Czy jesteś bojaźliwy jak sługa Elizeusza? Czy też otrząsasz się i stawiasz im czoła jak Elizeusz?

Kiedy tracisz swoją pracę lub kiedy powiedziano ci, że ty albo twój ukochany ma raka, jesteś sługą czy Elizeuszem? Który z nich najbardziej cię obrazuje? Albo kiedy utknąłeś w korku lub ktoś rozpuścił plotkę na twój temat, to jesteś sługą czy Elizeuszem? Szukasz ratunku w człowieku czy w Bogu? Które opisuje ciebie: „rządzony przez Boga” czy „kierowany przez człowieka”?

Powiedziano nam, że „Elizeusz modlił się”. Czy to ty? Kiedy konfrontujesz się z próbami, kiedy ktoś jest ci przeciwny, kiedy okoliczności są gotowe, aby cię zniszczyć, to czy od razu zwracasz się do Boga?

Czy odnajdujesz swoją stabilność w El-Shaddai – Bogu, który jest wystarczający? Jest On tu dla ciebie tak samo, jak był On tam dla Elizeusza. Czy ufasz Mu? Czy pozostajesz w Nim? Czy żyjesz w przenikliwej świadomości Jego żywej obecności w twoich okolicznościach?

Dawid tak robił. Powiedział: „Zawsze Pana mam przed oczyma. On jest stale po mej prawicy i dlatego stoję” (Ps 16,8 BWP). Kiedy czujesz, że tracisz Jego obecność, to czy zatrzymujesz się, dostrajasz swój umysł, czy też kontynuujesz we własnej sile?

Kiedy rozpoznajesz, że nie jesteś dostrojony, to czy zmieniasz kanał? To jest kluczem. Tak, sekretem do uwolnienia jest żyć, tak jak żył Elizeusz w każdej życiowej sytuacji.

Odnajdujący to
Jim i Sally Hohnberger

Artykuł ten jest e–mailem wysłanym do subskrybentów ELM. Jeżeli chcesz się zapisać wejdź tutaj.

Autor: Jim i Sally Hohnberger
Tłumaczenie: Artur Szymczak

Artykuł pochodzi z:
Empowered Living Ministries www.EmpoweredLivingMinistries.org
e–mail: office@EmpoweredLivingMinistries.org
telefon: +1 970–615–0046

Życie na wsi – przygotowanie ludzi

„Ratuj się, bo chodzi o życie twoje; nie oglądaj się za siebie […] uchodź w góry” Rdz 19,17BW.

Nasz kochający Stwórca ma plan odnośnie do stylu życia dla Swojego ludu. Nie było Jego celem, aby tłoczyć ludzi w miastach, gromadzić ich razem w wysoko wznoszących się apartamentach i ciasno zabudowanych terytoriach. Na początku umieścił naszych pierwszych rodziców pośród pięknych widoków i dźwięków, którymi pragnie, abyśmy cieszyli się i dzisiaj. Im bliżej zharmonizujemy się z oryginalnym Bożym planem, tym korzystniejsza będzie nasza pozycja do zabezpieczenia zdrowia naszego ciała, umysłu i duszy.

Oryginalny Boży plan nie uległ zmianie. Wciąż możemy czerpać prawdziwe korzyści, poprzez poszukiwanie sposobu życia, jakie On dla nas przeznaczył. Jedna z moich ulubionych autorek, Ellen G. White, pisała obszernie o konieczności tworzenia duchowego dobrobytu dla nas samych i naszych rodzin, wymieniając je jako pierwsze kryteria rozważań, kiedy wybieramy miejsce dla naszego życia. Polecam przeczytanie rozdziału „Wybór i założenie domu” w książce „Śladami Wielkiego Lekarza” i broszurkę „Życie na wsi”.

Kiedy będziemy wybierać miejsce do życia, Bóg będzie pragnął, abyśmy w pierwszej kolejności rozważyli moralny i religijny wpływ, jaki otaczał będzie nas i nasze rodziny. Powinniśmy wybrać lokalizację najkorzystniejszą dla naszego duchowego wzrostu. Zamiast żyć tam, gdzie tylko można oglądać dzieła ludzi, gdzie widoki i dźwięki często sugerują myśli o niemoralności, gdzie zgiełk, pośpiech i zamieszanie przynoszą tylko zmęczenie i niepokój. Musimy zamieszkać tam, gdzie będziemy mogli oglądać dzieła Boże. W takim miejscu znajdziemy odpoczynek (dla ducha, umysłu i ciała) w pięknie, spoczynku i spokoju natury. W takim miejscu nasze oczy będą mogły spocząć na zielonych pastwiskach, majestatycznych lasach, łagodnych wzgórzach, dolinach i inspirujących górach. Tu, na wsi, ktoś może spojrzeć na niebieskie niebo, nieprzesłonięte przez miejski kurz i smog; zaczerpnąć świeżego i ożywczego powietrza.

Bóg zaplanował, aby dom naszych pierwszych rodziców był wzorcem dla wszystkich innych domów. Podczas gdy nie jesteśmy w stanie zduplikować dziś Ogrodu Eden, to możemy wejść w harmonię z Bożym oryginalnym planem. Otoczenie świętej pary było lekcją po wsze czasy – prawdziwe szczęście nie może zostać odnalezione w zaspakajaniu dumy, luksusach i rozrzutności, ale w łączności, wspólnocie i harmonii z Bogiem. Gdyby ludzie poświęcili mniej uwagi dla sztuczności i materializm, a rozwijaliby większą prostotę, wtedy byliby o wiele bliżej, do wejścia w Boży cel dla ich życia. Duma i ambicja nigdy nie są zaspokojone, ale ci, którzy są naprawdę mądrzy, będą szukać prawdziwego celu życia – aby doprowadzić swoje życia do pełnej i całkowitej harmonii z Bogiem.

Jezus przyszedł na tę ziemię jako Boży ambasador, aby pokazać nam jak żyć, aby osiągnąć jak największe życiowe rezultaty. Jakie warunki zostały wybrane przez nieskończonego Ojca dla Swojego Syna? Ustronny dom na galilejskich wzgórzach; życie w prostocie; cisza świtu i zmierzchu w zielonych dolinach; święta służba natury; i łączność duszy z Bogiem – to były warunki i możliwości wczesnego życia Jezusa.

Jego ciche, proste życie, a nawet milczenie Pisma Świętego dotyczące Jego wczesnych lat, uczą nas ważnej lekcji. Im cichsze i prostsze życie dziecka, wolniejsze od sztucznego podekscytowania i bardziej harmonijne z naturą, tym korzystniejsze jest to dla fizycznego i psychicznego wigoru i duchowej siły.

Tak, Jezus jest naszym przykładem. Jest tak wielu, którzy skupiają się z zainteresowaniem nad czasem Jego publicznej misji, ale nie zauważają nauki wynikającej z Jego pierwszych 30 lat. Jezus musiał rozwinąć i uformować charakter w taki sam sposób, jak ty czy ja musimy to zrobić, a nasz niebiański Ojciec dał Mu 30 cichych, prostych lat wśród galilejskich wzgórz, aby przygotować Go do największej pracy, jaka kiedykolwiek była dokonana na ziemi.

Zauważysz podobny wzór, za którym poszła większa część największych i szlachetnych ludzi wszystkich wieków. Przeczytaj historię Abrahama, Jakuba, Józefa, Mojżesza, Dawida i Eliasza. Studiuj życia ludzi późniejszych czasów, którzy najgodniej zajęli pozycje zaufania i odpowiedzialności.

Jak wielu z nich było wychowywanych w wiejskich domach? Nie znali luksusów. Nie spędzili swojej młodości na rozrywkach. Wielu z nich było zmuszonych do zmagania się z biedą i trudnościami. Wcześnie nauczyli się pracować, a ich aktywne życie na świeżym powietrzu dało im wigor i elastyczność w ich wszystkich zdolnościach. Zmuszeni na poleganiu na swoich własnych zasobach, nauczyli się pokonywać trudności i przezwyciężać przeszkody, dzięki czemu zdobyli odwagę i wytrwałość. Nauczyli się lekcji samodzielności i samokontroli. Chronieni w wielkim stopniu od złego towarzystwa, byli zadowoleni z naturalnych przyjemności i zdrowego towarzystwa. Byli prości w swoich smakach i wstrzemięźliwi w swoich nawykach. Kierowani zasadami, wyrośli na czystych, silnych i prawdziwych. Kiedy byli powołani do pracy swojego życia, zabrali do niej swoje fizyczne i psychiczne siły, lotność ducha, umiejętności planowania i wykonywania, a niezłomność w opieraniu się złu uczyniła ich pozytywną mocą dla dobra w tym świecie.

Rozważmy tylko jeden z przykładów takich ludzi. Jaką receptę miał Bóg dla Mojżesza, aby przygotować go do wyprowadzenia Jego ludzi z niewoli?

„Przez wiarę Mojżesz, gdy dorósł, odmówił nazywania się synem córki Faraona; wybierając raczej cierpieć uciski z ludem Bożym, niż mieć doczesną rozkosz z grzechu. Uważał zniewagi [znoszone dla] Chrystusa za większe bogactwo niż skarby Egiptu, bo wypatrywał zapłaty” (Hbr. 11,24–26 UBG).

Mojżesz miał kwalifikacje, aby objąć prymat wśród wielkich tej ziemi, aby lśnić na dworach swojego wspaniałego królestwa i rządzić berłem swojej mocy. Jego intelektualna wielkość wyróżniała go ponad wielkich ludzi wszystkich wieków. Jako historyk, poeta, filozof, generał armii i legislator nie miał sobie równych.

A jednak Bóg nie uważał Mojżesza za przygotowanego do swojej wielkiej pracy. Nieskończona Mądrość miała zaplanowany dla niego kolejne szkolenie wśród samotnych gór. Czterdzieści lat w cichych górach – w szkole samozaparcia i prostoty – będzie jego prawdziwym obozem szkoleniowym. Tutaj całe jego serce zostanie doprowadzone do pełnej i całkowitej harmonii z Bożym sercem. Ta samotność miała być jego szkoleniem nim będzie efektywnym narzędziem do wyratowania ludu Bożego z ich okrutnej niewoli.

My prawdopodobnie chcielibyśmy pominąć tak długi okres trudu i zapomnienia, uznając go za jedną wielką stratę czasu.

Przyjaciele, czy chcielibyście się pozbyć, przygotowanej dla nas, Bożej recepty, jaką przygotował On dla Mojżesza i wielu innych? Czy chcesz pójść, ratować Boży lud, jak zrobił to Mojżesz, zanim został na to przygotowany? Uwielbiam poniższą ilustrację, którą można znaleźć w książce „Śladami Wielkiego Lekarza” (str. 349, wydanie IV, „Znaki Czasu”):

„W pełnym świetle dziennym, gdy słychać brzmienie różnych głosów, ptak, zamknięty w klatce, nie zaśpiewa pieśni, której chce go nauczyć jego pan. Uczy się wydawać to jeden, to drugi trel, ale nie zapamięta całej melodii. Dlatego hodowca zakrywa klatkę i umieszcza ją tam, gdzie ptak będzie słyszał tylko tę pieśń, którą ma śpiewać. W ciemności powtarza melodię dopóty, dopóki się jej nie nauczy. Później wyniesiony na słońce będzie także umiał ją śpiewać. Tak samo Bóg postępuje ze Swoimi dziećmi. Ma pieśń, której chce nas nauczyć, i gdy nauczymy się jej w ciemnościach utrapień, będziemy ją mogli śpiewać przez długie lata.”

Bóg chce nauczyć nas pieśni. Jan Chrzciciel został umieszczony na pustyni na 30 lat, aby nauczył się pieśni. Apostoł Paweł po swoim doświadczeniu w Damaszku, nie został od razu posłany do pracy, ale został wysłany na pustynię Arabską na trzy lata, aby nauczyć się pieśni (zob. Gal 1,15–18). Bóg chce nauczyć nas wszystkich Pieśni Mojżesza i Pieśni Baranka (zob. Obj. 15,3–4).

Przyjaciele, to właśnie o to chodzi w życiu na wsi. Celem jest „aby przygotować Panu lud gotowy” (Łk 1,17). Nie jest celem, aby się ukryć w egoistycznej izolacji na szczycie góry i czekać, aż Pan powróci. Nie jest też celem, aby rozrzutnie budować domy lub udogodnienia, które wywyższą człowieka i zaspokoją jego dumę, ani aby budować samowystarczalne placówki dla chwały i poczucia bezpieczeństwa.

Historia Króla Nebukadnesara z pewnością uczy nas, że siła narodów jako jednostek nie znajduje się w budowlach, które jawią się im jak nie do pokonania. Nasza siła jest mierzona przez wierność, z jaką pozwalamy, aby Boży cel został zrealizowany w i przez nas. Czytaj historie ludzi takich jak Eliasz, Elizeusz, Król Dawid, Daniel, Józef, Luter, Hus, Hieronim i Wesley, aby zobaczyć, że ludzka siła pochodzi tylko z wewnętrznej wierności Bogu, a nie ze zbudowanych przez ludzi budowli czy uzbrojenia.

Kiedy Król Hiskiasz przyjmował wysłanników z Babilonu, był sprawdzany przez Boga. Czy Hiskiasz wywyższy Boga Niebios, jako swoją siłę i wielkość? Nie! Zamiast tego „pokazał im cały swój skarbiec, srebro i złoto, i wonności, i drogocenne olejki, i zbrojownie, w ogóle wszystko, co znajdowało się w jego skarbcach; nie było takiej rzeczy, której by Hiskiasz nie pokazał w swoim domu i w całym swoim władztwie” (2Kr 20,13 BW). Czy ludzkie bezpieczeństwo lub wystarczalność kiedykolwiek pochodziła z naszych własnych rąk? Nie! Nigdy! Są one tylko w wielkim, JAM JEST. Apostoł Paweł podsumowuje to w tych słowach: „nasza wystarczalność jest z Boga” (2Kor 3,5 KJV). Również życie na wsi nie jest kryjówką ani magazynem, do którego możesz uciec w trudnych czasach, ani miejscem do marnowania naszych dni na samolubnych rozrywkach i rekreacjach. Nie i raz jeszcze nie. Prawdziwe życie na wsi nie jest żadnym z powyższych, ale jego celem jest nauczenie nas nowej pieśni, jak zrobił to Jan Chrzciciel, apostoł Paweł i patriarcha Mojżesz. Oni wszyscy byli jak ten ptak umieszczony w klatce przez ich niebiańskiego Ojca, aby nauczyć się nowej pieśni.

Życie na wsi, jeżeli jest użyte we właściwy sposób, działa jak zasłona, jak w tej historii z ptakiem w klatce, która chroni nas od szkodliwych wpływów i miejskich rozproszeń, ponieważ miasta stały się kuźnią występku i zepsucia. Na każdym kroku można znaleźć widoki i dźwięki zła. Wszędzie są pokusy do zmysłowości, światowości, materializmu i rozpusty każdego rodzaju. Fala korupcji i przestępczości ciągle napływa. Każdego dnia gazety i wiadomości wieczorne przynoszą nowe zapisy przemocy, rozbojów, morderstw, zabójstw i przestępstwa, których nie godzi się nawet wymawiać. I te okrucieństwa stały się tak częstym zjawiskiem, że trudno jest, aby wywoływały komentarze lub budziły zaskoczenie.

Istnieje również intensywna pasja dla zarabiania pieniędzy, stały wir podniecenia i szukania przyjemności, pragnienie manifestacji, luksusu i rozrzutności. Są one siłą nad naszą młodzieżą, jak również nad nami i są one prawie nieodpartymi mocami. Młodzież, nie mając nic do roboty, często odbiera uliczną naukę i formuje bliską relację z niezdyscyplinowanymi, niechrześcijańskimi dziećmi, od których nabywają nawyki występków i światowości.

Fizyczne otoczenie w miastach jest również niebezpieczeństwem dla naszego zdrowia. Ciągły ciężar kontaktu z chorobami, powszechne zanieczyszczone powietrze, zanieczyszczona woda, zatłoczenie, ciemność i niezdrowe kompleksy mieszkaniowe, są tylko kilkoma spośród wielu niebezpieczeństw dla naszego fizycznego zdrowia.

Prawdziwe Chrześcijańskie cechy lepiej jest zdobywać w odosobnionej wiejskiej atmosferze.

Mam głębokie przekonanie, że nie ma jednej rodziny na sto, której stan fizyczny, psychiczny lub duchowy, poprawił się poprzez przebywanie w mieście. Wiara, nadzieja, miłość, szczęście, mogą o wiele bardziej zostać zdobyte w odosobnionych miejscach, gdzie są pola, wzgórza i drzewa. Zabierz swoje dzieci z dala od widoków i dźwięków miasta, z dala od pulsu i wycia korków i syren, a ich umysły staną się zdrowsze. Łatwiej będzie znaleźć sposób na wprowadzenie do ich serc prawd Bożych dzieł w takim domu.

Wyślij dzieci do szkół znajdujących się w mieście, gdzie każdy wyraz pokusy czeka, aby je przyciągnąć i zdemoralizować, a praca nad charakterem będzie dziesięciokrotnie trudniejsza zarówno dla rodziców, jak i dzieci.

Rodzice, czy tracicie swoje dzieci? Czy stają się one coraz bardziej i bardziej podobne do tego świata? Gdzie mieszkacie? Czy nie widzicie, że Bóg powiedział: „Ratuj się, bo chodzi o życie twoje; nie oglądaj się za siebie […] uchodź w góry” (Rdz 19,17 BW)? A apostoł Paweł napomina nas: „Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się” (2Kor 6,17 BW). Widzicie, Bóg rozumie, że zmieniamy się poprzez oglądanie. Dlatego, kiedy wybieramy dom dla naszej rodziny, Bóg chce, abyśmy przede wszystkim wzięli pod uwagę moralne i religijne wpływy, jakie będą otaczały nas i nasze dzieci. Pismo Święte dobrze podsumowuje to w Filipian 4,8: „Wreszcie, bracia, myślcie tylko o tym, co prawdziwe, co poczciwe, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co chwalebne, co jest cnotą i godne pochwały”.

Czy Bóg mógł powiedzieć to prościej lub uczynić jaśniejszym? Jest to naszym zadaniem, aby odciąć każdy wpływ, złamać każdy nawyk, przeciąć każdą pętlę, która trzyma nas od wolnego, otwartego i serdecznego zobowiązania jakie mamy wobec naszych rodzin dla Boga. To jest celem życia na wsi. To jest naszą ochronną zasłoną, którą życie na wsi nam dostarcza, jeżeli właściwie je zrozumiemy. Jednak bycie chronionym jedynie przed złym wpływem miasta jest niewystarczające. Przez chwilę rozważ pogan, żyjących w odległych dżunglach na tym świecie. Z pewnością znajdują się oni w odosobnionych wiejskich lokalizacjach, ale nie czyni ich to sprawiedliwymi, przez samą lokalizację. Jeremiasz 3,23 mówi: „Zaprawdę próżna jest nadzieja na zbawienia od wzgórz i od mnóstwa gór; zaprawdę w Panu, naszym Bogu jest zbawienie Izraela” (KJV).

Bóg wysłał Jana Chrzciciela, apostoła Pawła i patriarchę Mojżesza do swoich ustronnych lokacji, aby coś zdobyli. To nie była tylko zmiana otoczenia, która przygotowała tych mężczyzn do ich pracy. Był to czas i wspólnoty z Bogiem; wiele czasu i wspólnoty. Wysłał ich tam w celu przywrócenia w nich obrazu Boga, aby nauczyć ich nowej pieśni i aby zabrali ją z gór do rzeszy ludzi. Ten cel stał się pracą ich życia.

Czy 40 lat w górach, było dla Mojżesza zbyt długim okresem, albo 30 lat na pustyni dla Jana Chrzciciela, albo trzy lata cichej wspólnoty z Panem dla apostoła Pawła? Czy te okresy były byt długie? Czy była jakaś niemądra decyzja w tym, aby zabrać Mojżesza do dziczy, podczas gdy lud Boży był pogrążony w niewoli – okrutnej niewoli? Nie! Nie było lepszego wykorzystania czasu.

Bóg wiedział, że Mojżesz potrzebuje spędzić czterdzieści lat na poniżającej pracy pasterza. Nawyki takie jak trosk, samo–zapomnienie i czuła dbałość o swoje stado, musiały być rozwinięte, by przygotować go do stania się współczującym i cierpliwym pasterzem Izraela. Żadne ludzkie szkolenie lub kultura, nie mogły być atutem lub substytutem dla tego doświadczenia.

Czy nieskończona Mądrość uważa ten czas na zbyt długi lub cenę na zbyt wysoką? Bóg wiedział, czego potrzebuje Mojżesz. Mojżesz, przed swoim 40 letnim życiem na wsi, był samowystarczalnym, samodzielnym, dumnym, gorliwym, wysoce wyedukowanym i bardzo niecierpliwym człowiekiem. Po 40 latach na wsi Mojżesz stał się nieufny wobec siebie samego, pokorny, najłagodniejszy spośród ludzi, nieśmiały, pełen szacunku, niewymowny i cierpliwy.

Dopiero teraz Mojżesz był gotowy, aby we właściwy sposób reprezentować Boga, ponieważ był uczestnikiem atrybutów Bożego charakteru. Mojżesz był gotowy, aby być mężem Bożym, ponieważ był blisko i osobiście zaznajomionym z wielkim JAM JEST.

Czy Boża recepta odnośnie do czasu, zmiany otoczenia i wspólnoty z Nim straciła swoją efektywność? Czy wciąż ma ona zastosowanie dla nas w dzisiejszym świecie pośpiechu i krzątaniny, w nowoczesnym społeczeństwie nastawionym na szybkie tempo? Czy recepta taka jak ta, wciąż może działać? Boże recepta nie straciła swojej efektywności, przyjaciele, i nigdy tego nie zrobi. Zagubiliśmy tę receptę. Tak jak dla Mojżesza, Bóg ma plan dla każdego z nas. Ale często wyprzedzamy Pana lub próbujemy dokończyć naszą pracę w naszej własnej sile. Albo próbujemy wykonać pracę, zanim Bóg przygotuje nasze życie. Wyprzedzając Boga, będziemy musieli nauczyć się pewnych trudnych lekcji.

Zadajcie sobie to pytanie. Czy realizuję plan, jaki Bóg ma dla mojego życie? Jedynym sposobem, abyś mógł poznać prawdziwą odpowiedź, jest poświęcenie czasu, aby sprawdzić tę receptę. Musisz poświęcić czas. Musimy poświęcić czas, aby udać się do Bożego Słowa, aby zobaczyć czy nasze życie, którym żyjemy, tempo, w jakim działamy, praca, którą wykonujemy, czy jest to zgodne z Bożą receptą dla naszego życia? Potrzebujemy czasu! Nie czasu na samolubne przyjemności, ale czasu na zwolnienie i otrzymanie jasnych wskazówek od naszego niebiańskiego Ojca. Potrzebujemy czasu, aby pomyśleć o tym, co ma największe znaczenie w życiu. Co jest najważniejszą rzeczą? Jak wiele czasu muszę wyznaczyć, aby przyprowadzić moją rodzinę do Tronu Łaski? Przyjaciele, poświęćcie czas, aby porównać się ze standardem Bożego Słowa i charakterem Jezusa. Następnie zaaplikujcie receptę dla waszego życia, a następnie dla członków waszej rodziny, a wtedy Bóg poprowadzi was, abyście wyprowadzili Jego lud z niewoli. Tym właśnie jest życie na wsi – przygotowaniem ludzi.

Autor: Jim Hohnberger
Tłumaczenie: Artur Szymczak

Artykuł pochodzi z:
Empowered Living Ministries www.EmpoweredLivingMinistries.org
e–mail: office@EmpoweredLivingMinistries.org
telefon: +1 970–615–0046

Odzyskując swoją radość

„Będę radował się w Panu, weselił się w Bogu mojego zbawienia.”. Hab 3,18

Widzę zielone palmy i niebieskie niebo, kiedy leżę w moim hamaku na wyspie Południowego Pacyfiku, popijając lemoniadę, podczas gdy moja żona wachluje mnie liściem palmowym. Wtedy sobie myślę, jakże wspaniały jest świat. Moja radość wydaje się pełna.

Teraz przełączamy scenę na moje rzeczywiste życie, 15 lutego 2014 roku. Leżę na oddziale intensywnej terapii w szpitalu regionalnym w Kalispell, Montana. Dwa złamane kręgi, pięć złamanych żeber, złamany mostek i zapadnięte lewe płuco. Właśnie skończyli mnie operować i mam po dwie igły w każdej ręce, jestem cewnikowany, mam włożoną tubę do mojego lewego płuca, podpięty mam tlen i nie jestem jeszcze świadomy, że jestem alergikiem na morfinę, którą podają mi przeciwbólowo. Okoliczności skradły moją radość. Jestem absolutnie nieszczęśliwy i niepokoję się o moją przyszłość.
W moim skarżeniu się Bogu nie odnajduję satysfakcji. W tym miejscu i w tej chwili, śmierć wydaje się lepszym wyborem niż życie. I wtedy Bóg przywodzi mi na pamięć Pawła i Sylasa, zaraz po tym, jak zostali wychłostani i wtrąceni do lochu. Ich plecy są poszarpane, a ich stopy znajdują się w umieszczonych powyżej dybach. Bóg pyta mnie, co robią Paweł i Sylas. Wiem, że śpiewają. Niemożliwe – myślę.
– Jim, czy twoja sytuacja i okoliczności są w jakiś sposób gorsze od ich?
To naprawdę zmusiło mnie do myślenia!
Czy mogę mieć teraz radość?
Czy okoliczności muszą określać moją radość?
Co Paweł i Sylas robili, czego nie robię ja? Byli skupieni na Jezusie – nie na swoich okolicznościach.
– Panie, czy chcesz mi powiedzieć, że mam kontrolę nad moją radością?
– To nie miejsce gdzie się znajdujesz Jim, ale gdzie się znajdujesz wraz ze Mną stanowi prawdziwą radość. Dawid to rozumiał, kiedy powiedział: „pełnia radości przy Tobie” (Psalm 16,11 BP).
– Czy to oznacza, że mogę w tej chwili wejść w Twoją obecność?
– Tak Jim. Moja łaska jest z tobą, jeżeli wybierzesz, aby w nią wejść.
– Ale Panie!
– Żadnych „ale” Jim. Możesz wybrać, aby myśleć o wszystkich moich boskich interwencjach przez ostatnie 65 lat w twoim życiu. Zapisz je, rozważaj je i pozwól Mojej obecności unieważnić twoje obecne okoliczności.
Podążałem za Bożym prowadzeniem i włożyłem cały mój wysiłek w przypomnienie sobie całej mojej przeszłości. Duch Święty pomógł mi zobaczyć Boże interwencje w moim życiu, kiedy najmniej na nie zasługiwałem. Kiedy naruszałem Jego zasady, jak i wtedy kiedy oddałem Mu swoje życie, widziałem jak stale miał On Swoją rękę nad moim życiem. Odnotowałem 35 Boskich interwencji. Bez wątpienia był On wtedy ze mną i jest On ze mną teraz. Jego obietnica jest zapisana w Hebrajczyków 13,5-6: „’Nie porzucę cię NIGDY’, tak iż śmiało mówić możemy: ‚Pan jest mi pomocą’”. (NT w przekł. Kowalskiego).
Tego wieczora odnalazłem radość w Bogu mojego zbawienia, kiedy pozwoliłem Mu być dla mnie realnym w moich obecnych okolicznościach. Jak? Przez skupienie centrum moich myśli na Jezusie, niezależnie co się ze mną działo, niezależnie od wielkości bólu, jaki miałem, mogłem być spokojny przez skupienie się na dobroci Bożej i dobru, jakie On wyciągnie z moich okoliczności. Doszedłem do zrozumienia, że Bóg mnie przez to przeprowadzi. Obecny ból i niepokój o moją przyszłość stracił swój uścisk na mojej osobie. Analizowanie dowodów Bożej wierności w całym moim życiu zaszczepiło we mnie odwagę i hart odnośnie do moich obecnych okoliczności. Wiem, że Bóg przeprowadzi mnie przez to.
Spójrzmy na starotestamentowego proroka Habakuka. Żył on podczas jednego z najkrytyczniejszych okresów Judy. Habakuk był przytłoczony okolicznościami, jakie były wokół niego. Nie mógł myśleć o niczym innym, jak o niesprawiedliwości i przemocy, jaką widział wśród swoich ludzi. Zaczynał wierzyć, że Bóg usunął się ze sceny. Bóg wydawał się nie do odnalezienia. Źli ludzie byli u władzy. Na każdym kroku była niesprawiedliwość, problem, grabież, przemoc, walka, spór, bezprawie, a niegodziwi otaczali sprawiedliwych. Słowa takie jak „przerażające” i „niespokojne” z pewnością opisywały jego sytuację.
Ale jakże inna jest scena w dwóch ostatnich wersach księgi (3,18-19)! Wszystko się zmieniło. Prorok nie jest już dłużej kontrolowany przez okoliczności, ani nawet o nie niespokojny, ponieważ jego wzrok został wzniesiony wyżej. Okoliczności, w jakich znalazło się królestwo, już dłużej nie wypełniały jego myśli; jego myśli są skupione teraz na rzeczach wyższych. Habakuk ustanowił swoje nadzieje na Bogu, bo zrozumiał, że Bóg jest zainteresowany Swoimi dziećmi. Bóg stał się ŹRÓDŁEM siły i radości dla proroka. Habakuk odkrył, że wśród tych strasznych okoliczności, może on zdobyć wyżyny. Po prostu posłuchaj jego końcowych słów: „Lecz ja będę radował się w Panu, weselił się w Bogu mojego zbawienia. Wszechmogący Pan jest moją mocą. Sprawia, że moje nogi są chyże jak nogi łań, i pozwala mi kroczyć po wyżynach” (BW).
Choć wszystko w zewnętrznym świecie Habakuka jest złe, to przeskakuje on go po radość z przebywania z Bogiem! Prorok odnajduje źródło swojej radości w Bogu, a nie w swoich okolicznościach. Przechodzi on od narzekania do pewności, od wątpliwości do zaufania, od człowieka do Boga, z doliny do wyżyn!
Boże Słowo uczy nas, że jest możliwe, aby wznieść się ponad nasze okoliczności. Niezależnie od tego, czy jest to choroba, śmierć ukochanej osoby, a nawet wypadek taki jak mój, niewłaściwa postawa innych względem nas, problemy finansowe, a nawet bankructwo, cokolwiek to jest, to możemy znaleźć w nich naszą radość, przez skupienie się na Bogu, który włada nad wszystkim i zawsze ma ostatnie słowo.
Nie mamy wypierać się naszych problemów, czy traktować je lekko; w zamian, powinniśmy znaleźć Bożą wystarczalność pośród naszych doświadczeń i zobaczyć Go jako POCIESZYCIELA. Jeżeli tak zrobimy, to będziemy mogli odnaleźć trwałą RADOŚĆ, której nawet nieszczęście na wielką skalę, nie będzie w stanie nam ukraść, ponieważ przez wiarę odważamy się „wejść do radości swego Pana” (Mt 25,23 UBG).
Myślę o niedoścignionych słowach wypowiedzianych przez Horatio Spafforda, gdy stał na pokładzie liniowca i kiedy powiedziano mu, że to jest punkt, w którym jego ukochani utonęli. Z głębi swojej duszy zaśpiewał Panu: „Jakikolwiek jest mój los, Ty nauczyłeś mnie mówić, jest dobrze, jest dobrze duszo moja!”
Tej nocy na OIOMie pozwoliłem, aby wykradziono moją radość, ale przez współpracę z Bożą Łaską, POCIESZENIE przyszło do mnie, kiedy wyraziłem moją zgodę, aby umieścić moją nadzieję w Panu i Jego przyszłości dla mnie, a nie w moich strasznych okolicznościach.
Podejmij dziś decyzję, aby odzyskać swoją RADOŚĆ! Zdecyduj, że będziesz patrzył ponad swoimi okolicznościami i odkryj, co Bóg uczyni na twoją korzyść i żyj dobrem, które On wyniesie z tego zła. Rodzaju 50,20.
Żyjący w Jego sile,
Jim i Sally Hohnberger

Artykuł ten jest e–mailem wysłanym do subskrybentów ELM. Jeżeli chcesz się zapisać wejdź tutaj.

Autor: Jim i Sally Hohnberger
Tłumaczenie: Artur Szymczak

Artykuł pochodzi z:
Empowered Living Ministries www.EmpoweredLivingMinistries.org
e–mail: office@EmpoweredLivingMinistries.org
telefon: +1 970–615–0046

„Życie na krawędzi”

Na YouTubie zamieściłem film/wykład, w którym bohaterem jest Jim Hohnberger pt.: „Życie na krawędzi”.
Napisy mogą zawierać małe błędy (literówki, etc.), tak więc wszelkie wykryte błędy proszę zgłaszać do mnie e–mailem w celu korekty.
W razie nie pojawienia się napisów, proszę kliknąć w odtwarzaczu ikonkę [CC] lub ikonę Captions.
Napisy można wyregulować w samym już odtwarzaczu (kolor, tło napisów, wielkość).

Autor: Jim Hohnberger
Napisy i tłumaczenie: Artur Szymczak

Wykład pochodzi z:
Empowered Living Ministries www.EmpoweredLivingMinistries.org
e–mail: office@EmpoweredLivingMinistries.org
telefon: +1 970–615–0046

Życie w mocy Boga: „Niezależne atomy”

Na YouTubie zamieściłem czwarty i ostatni wykład Jima Hohnbergera pt.: „Niezależne atomy”, który wchodzi w skład serii „Życie w mocy Boga”.
Napisy mogą zawierać małe błędy (literówki, etc.), tak więc wszelkie wykryte błędy proszę zgłaszać do mnie e–mailem w celu korekty.
W razie nie pojawienia się napisów, proszę kliknąć w odtwarzaczu ikonkę [CC] lub ikonę Captions.
Napisy można wyregulować w samym już odtwarzaczu (kolor, tło napisów, wielkość).

Autor: Jim Hohnberger
Napisy i tłumaczenie: Artur Szymczak

Wykład pochodzi z:
Empowered Living Ministries www.EmpoweredLivingMinistries.org
e–mail: office@EmpoweredLivingMinistries.org
telefon: +1 970–615–0046

Życzenia

„Niech cię błogosławi Pan i niechaj cię strzeże. Niech rozjaśni Pan oblicze swoje nad tobą i niech ci miłościw będzie. Niech obróci Pan twarz swoją ku tobie i niech ci da pokój.”

4 Moj. 6,  24-26

Czego Ci życzyć w kolejnym Nowym Roku?

Możemy napisać jak wiele innych osób: zdrowia, pomyślności, spełnienia marzeń, realizacji planów w życiu osobistym i zawodowym, miłości od najbliższych, prawdziwych przyjaciół i…

…I zastanawiasz się jak to jest, że co roku życzenia są takie same, a kolejne lata wcale nie są lepsze od poprzednich. W czym jest problem? Czy czegoś zabrakło? Przecież wszyscy życzą Ci jak najlepiej!

A może jednak czegoś zabrakło? Lub Kogoś?

Życzymy Ci więc, aby to Jezus był centrum każdego Twojego dnia, aby On strzegł Cię na wszystkich Twoich ścieżkach, aby każda Twoja decyzja była Jemu poddana, abyś na nowo doświadczył Jego mocy i miłości, abyś zakochał się w Nim.

Nie szukajmy substytutów – szczęście, pomyślność, zdrowie, spełnione marzenia, miłość, samorealizacja – to nie cele, do których mamy dążyć.
Biblia mówi:

„Ale szukajcie najpierw królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane.” 
Mat. 6,33



Dziękuję za to co mam

Za wszystko dziękujcie; taka jest bowiem wola Boża w Chrystusie Jezusie względem was.”
 1. Tes. 5,17

Czasem wydaje mi się, że tak bardzo przyzwyczailiśmy się do wygody, która nas otacza, że zapominamy o wdzięczności. Wiele rzeczy jest wręcz oczywistych, więc zaczynamy je doceniać dopiero wtedy, kiedy zaczyna ich brakować. 

Pojawia się pytanie, jak dziękować, skoro wokół nas jest tyle zła, niesprawiedliwości, grzechu…? Czy masz za co dziękować Bogu? 

Czyż nasze dni nie są podobne? Żyjemy w mniej lub bardziej podobnym rytmie: Budzisz się rano, bierzesz prysznic, jesz śniadanie, żegnasz się z żoną/mężem/rodziną, idziesz do pracy, robisz zakupy, wracasz na obiad lub jesz na mieście, wieczorem włączasz TV lub komputer, wychodzisz na spacer i tak kolejny dzień odchodzi do wieczności…Odnajdujesz siebie w tej cząstce?

Już w tych kilku prostych rzeczach jest tyle powodów do wdzięczności Bogu! Obudziłeś się rano – to prawdziwy przywilej, bo na świecie co 1 sekundę umiera człowiek. Możesz wziąć prysznic – woda to dar, a ponad miliard ludzi na świecie nie ma do niej dostępu. Jeśli nie cierpisz głodu, to jesteś w lepszej sytuacji niż blisko 870 milionów ludzi na świecie, którzy nie mają co włożyć do ust. Masz rodzinę – cóż za powód do wdzięczności w dobie wszechobecnych rozwodów! Jeśli masz pracę, to masz więcej szczęścia niż ponad dwa miliony bezrobotnych w Polsce, którzy zastanawiają się za co przeżyć kolejny dzień. 

Zdarzało Ci się kiedyś narzekać na kolejki w marketach, korki na mieście, brzydką pogodę i wiele innych rzeczy? Jeśli tak, to czas zmienić narzekanie na wdzięczność! Bo w każdej pozornie złej sprawie jest choć cząstka dobra za którą możesz być wdzięczny. Jeśli czekasz w kolejce w sklepie, znaczy, że masz wystarczającą ilość pieniędzy (z Bożych rąk) by za te zakupy zapłacić. Jeśli stoisz w korku, to znaczy, że masz samochód – a nie każdy może sobie na to pozwolić. Jeśli na dworze jest za zimno, dziękuj za ciepły dom i gorącą herbatę. 

Zatrzymaj się na chwilę w tym szaleńczym pędzie życia. Rozejrzyj się, odetchnij, zamknij oczy i pomyśl…za co właśnie DZIŚ możesz podziękować Bogu?

Mój dzień dziś był pełen pracy, bo przygotowujemy się do kolejnego wyjazdu w góry. Od rana stoję przy garach i czuję się już trochę zmęczona. Ale nie narzekam. Dziękuję – bo to znaczy, że Bóg dał mi możliwość zarabiania pieniędzy, zrobienia zakupów i ugotowania jedzenia, możliwość wyjazdów w góry. Dał mi zdrowe ręce i nogi, dał mi zdrowe oczy, bym mogła podziwiać piękno Jego stworzenia, dał mi kochającego męża, rodzinę, przyjaciół…a nade wszystko dał SIEBIE SAMEGO, bym ja dziś mogła ŻYĆ w NIM.

Zemsta czy poddanie?

„Najmilsi! Nie mścijcie się sami, ale pozostawcie to gniewowi Bożemu, albowiem napisano: Pomsta do mnie należy, Ja odpłacę, mówi Pan.”
Rzym. 12,19
To był ciężki tydzień pełen niesprawiedliwości ze strony pracodawcy. Dyskryminacja, nadużywanie albo nawet łamanie prawa w stosunku do pracowników. Nawet koleżanki przeciwko mnie. Grunt walił się pod nogami.
Pomyślałam: jestem z tym wszystkim w pracy sama. W domu mam męża, mam przyjaciół, oni wysłuchają, doradzą…ale w pracy muszę stawić czoła sama. Zapowiadało się ciężko. Rozmowa z dyrektorem też nie przyniosła nic dobrego. Jedyne co mogliśmy zrobić to modlitwa i oddanie tej sprawy Jezusowi. Czy to wiele? I tak, i nie. To oddanie wszystkiego pod kontrolę Bogu, niezależnie od tego jak sprawa miałaby się zakończyć. 
W moim sercu rodziło się wiele złości potęgowanej przez poczucie krzywdy i niesprawiedliwości z jaką się spotkałam. Uważnie zgłębiałam się w ustawy i rozporządzenia chcąc samej sobie udowodnić, że prawo stoi po mojej stronie, że mam rację. Znalazłam nawet rozwiązanie! Chciałam iść do sądu pracy. W świetle prawa pewnie wygrałabym sprawę, firma wypłaciłaby mi odszkodowanie, a następnie zostałabym zwolniona – za to z satysfakcją wygranej. Ot, taka żądza zemsty zrodziła się we mnie.
Misternie uknuty plan wygranej legł w gruzach następnego poranka. Obudziałm się i w głowie wręcz krzyczały do mnie fragmenty tekstów z Pisma Świętego:
  • „Pomsta do mnie należy, mówi Pan”
  • „Kto sieje wiatr, będzie zbierał burzę”
  • :Co człowiek sieje, to i żąć będzie”

I wtedy zrozumiałam! Dotarło do mnie, jakbym została oświecona, że to nie moja walka. Do mnie należy sumienne i uczciwe wykonywanie swoich obowiązków, a to co robią inni i do jakich nieuczciwych kroków się posuwają, to nie moja sprawa. Nie mój sąd. Zrozumiałam, że przyjdzie czas, kiedy każdy zda sprawę przed Bogiem ze swoich uczynków i powinnam tą sprawę w 100% zostawić Bogu. 

Poczułam się wolna. Bóg dał mi zwycięstwo nad moją złością i żalem. Tego dnia poszłam do pracy i mimo, że atmosfera się nie zmieniła, ja zmieniłam swoje nastawienie. Dziękuję Boże, że wciąż o mnie walczysz!

Prawdziwy Przyjaciel

„Są bliźni, którzy przywodzą do zguby, lecz niejeden przyjaciel jest bardziej przywiązany niż brat.”
Przyp. Sal. 18.24

Żyjemy w świecie, w którym gonitwa za karierą, pieniędzmi, sławą zniszczyła wiele relacji międzyludzkich. Przestało się liczyć „być” liczy się „mieć”. Nie stawiamy już na jakość, liczy się ilość. To przykre. Listopadowy raport urzędu miejskiego przedstawia zastraszające liczby – w moim mieście jest dwa razy więcej rozwodów niż ślubów. 
Gdzie podziała się nić porozumienia łącząca ludzi? Niegdyś kochające się małżeństwo, dziś obrzuca się wyzwiskami. Zamiast realnych znajomych, dodajemy kolejnych fikcyjnych na Facebook’u, bo im więcej, tym lepiej. Siedząc w restauracji sprawdzamy swoje telefony komórkowe, zamiast porozmawiać ze sobą przy stole. Dzieci, zamiast bawić się na podwórku, grają w gry komputerowe i przesiadują na wirtualnych czatach. 
Chcemy być modni, piąć się po szczeblach kariery, a zapomnieliśmy, że potrzebujemy SIEBIE NAWZAJEM. Jesteśmy istotami społecznymi, nie jesteśmy sami. Tak często jednak prawdziwe stają się słowa wyśpiewane kiedyś przez Jarka Wajka: „Samotny wśród ludzi, którzy myślą: on nigdy nie jest sam…” Zgubiliśmy się. Zaniedbaliśmy relacje. 
Szczycimy się setkami znajomych na Facebook’u, ale kiedy potrzeba pomocy przy malowaniu mieszkania, ilu z nich przyjdzie Ci z pomocą? Kiedy jesteś chory, ilu z nich zadzwoni i zapyta co u Ciebie, lub po prostu Cię odwiedzi? Kiedy spotykasz kogoś po paru latach, porozmawiacie chwilę kwitując słowami: Zdzwonimy się…a telefon milczy przez kolejnych parę miesięcy lub lat. Czy o to chodzi? 
Pamiętasz historię o sparaliżowanym człowieku, którego czterech przyjaciół spuszczało przez dach do Jezusa? Ten człowiek miał zaledwie, albo AŻ cztery osoby, na które mógł liczyć w potrzebie. To nie setki znajomych mu pomogli, którzy zapewne pozdrawiali sparaliżowanego na rynku. To czterech prawdziwych przyjaciół. Takich, którzy gotowi są poświęcić dla Ciebie swój czas, przyjemności, pieniądze. Takich, którzy gotowi są oddać za Ciebie życie. Biblia mówi: 
Przyjaciel zawsze okazuje miłość, rodzi się bratem w niedoli. Przyp.17,17
Czy masz prawdziwych przyjaciół? Czy jesteś przyjacielem dla innych? 
Sytuacja, w jakiej znalazłam się w zeszłym tygodniu uświadomiła mi, że choćbym bardzo chciała, nie jestem w stanie w ciągu dnia poświęcić czasu dla więcej niż 4 osób. To jest moje maksimum. Teoretycznie mogę rozdzielić swój czas dla większej ilości osób, ale to odbędzie się kosztem jakości. Mój mąż jak słyszy: Jakoś to będzie, to odpowiada:
 NIE JAKOŚ, tylko JAKOŚĆ. Jakość się liczy, nie ilość – to nasze motto.
Przyjacielem o najwyższej jakości jest Jezus. On powiedział: Większej miłości nikt nie ma nad tę, jak gdy kto życie swoje kładzie za przyjaciół swoich. On oddał życie. Za mnie i za Ciebie. A Ty? Jak wykorzystujesz dar przyjaźni, którą obdarzył Cię Jezus? Przekazujesz ją dalej?
Jestem Bogu wdzięczna za skarb jakim jest dar przyjaźni i prawdziwych KILKU Przyjaciół. Jeśli nie masz w swoim życiu, módl się i…Rozkoszuj się Panem, a da ci, czego życzy sobie serce twoje!” Ps. 37,4

Parking

„I o cokolwiek prosić będziecie w imieniu moim, to uczynię, aby Ojciec był uwielbiony w Synu”
Jan, 14,14
Mamy zwyczaj modlić się przed każdą podróżą, nawet jeśli jest to krótka jazda po mieście. Mieszkamy w takim miejscu, gdzie bardzo trudno o miejsca parkingowe i zazwyczaj musimy parkować spory kawałek od domu. Nie jest to problem, bo przecież możemy się trochę przespacerować, ale kiedy mamy do niesienia mnóstwo zakupów, jest to nieco uciążliwe. 
To była niedziela, wracaliśmy jak zwykle wieczorem do domu. Tym razem przed podróżą pomodliliśmy się nie tylko o bezpieczeństwo i ochronę, ale i o miejsce parkingowe blisko domu. 
I wiecie co? Bóg ma poczucie humoru i jest niesamowicie precyzyjny. Tego dnia dał nam miejsce niemal przy samej klatce tak, że bliżej już nie dało się zaparkować. Byliśmy Mu tak bardzo wdzięczni! Od tamtej pory już zawsze prosimy Boga o miejsce na parkingu. A On w swojej wielkiej miłości i dobroci zaspokaja nasze potrzeby. 
Jezus mówi: „Jeśli o co prosić będziecie w imieniu moim, spełnię to”. Czyż to nie cudowna obietnica?